Czasem samej trudno mi uwierzyć, że nasza przygoda z dwujęzycznością zamierzoną trwa już ponad 3,5 roku. Tak, tak – pierwsze zdanie po angielsku nieśmiało wypowiedziałam do Filipka, kiedy miał niecałe 6 miesięcy. Cały czas myślę, że to był najlepszy prezent dla niego, ale też i dla mnie.
A dlaczego zdecydowałam się otaczać malucha angielskim w domu? Oto moje 7 “why”:
- Małe dziecko chłonie języki bez wysiłku. Niemowlak czy kilkulatek nie ślęczy (a na pewno nie powinien) nad podręcznikami, żeby chociażby wkuwać na pamięć trzy formy czasowników nieregularnych. Dziecko słucha języka i chłonie go z otoczenia. I dlatego postanowiłam, że będziemy słuchać piosenek i czytać książeczki po angielsku. Co więcej, uznałam, że będę się starała mówić do synka po angielsku kilkanaście minut dziennie. Z czasem tych elementów, dzięki którym Filip miał kontakt z angielskim było już dużo więcej. Doszły np. playdates, czy bajki, ale o tym dokładniej mogę opowiedzieć innym razem 🙂.
- Chciałam utrzymać swój poziom angielskiego. Zależało mi, żeby po powrocie z urlopu macierzyńskiego do korpo nie mieć stresów, że już zdania nie potrafię sklecić. Little did I know. W rzeczywistości decyzja o wprowadzeniu dziecku angielskiego dość mocno wpłynęła przy okazji na moje życie zawodowe. Więcej przeczytasz o tym tutaj tutaj.
- Kontakt z językami to dodatkowa stymulacja dla mózgu. Jeśli interesuje Cię ten temat, bardzo zachęcam do obserwowania dr Joanny Kolak na Instagramie.
- Oszczędność czasu mojego dziecka w przyszłości. Zamiast wkuwać angielski po lekcjach, mój synek będzie mógł skupić się na rozwijaniu swoich pasji
- Brak blokad w używaniu języka. Wierzę, że wczesna nauka angielskiego sprawi, że porozumiewanie się po angielsku będzie dla mojego dziecka czymś naturalnym. I nie chodzi mi tu wcale o to, że będzie znał ten język idealnie. Prawdę mówiąc nie sądzę, aby tak było ;). Raczej stawiam na łatwość w komunikacji i brak lęku przed popełnianiem błędów w drugim języku.
- Oszczędność pieniędzy. Powiedzmy, że grupowy kurs angielskiego to jakieś 300 pln miesięcznie (sprawdziłam pierwszy lepszy cennik – dość popularnej szkoły językowej). Pomnóżmy to razy 10 miesięcy i razy… jakieś 10 lat? Wychodzi 30 000 pln. Nie liczę tu już podręczników, dojazdów itd. Chętnie wydam te pieniądze na coś innego 😉
- Większa łatwość w uczeniu się innych języków.
Podsumowanie
Jak widzisz, te moje motywatory do wprowadzenia maluchowi angielskiego były dwojakiego charakteru. Chodziło mi przede wszystkim o to, aby mój synek miał łatwiejsze życie. Co więcej, widziałam w tym także potencjał dla siebie i swojego rozwoju.
A jakie korzyści z otaczania angielskiego Ciebie przekonały, do otaczania dziecka angielskim? A może jest coś, co powstrzymuje Cię od wprowadzenia drugiego języka?
Ps. Jeśli chcesz porozmawiać o wprowadzeniu dziecka drugiego języka albo poszukujesz książek anglojęzycznych dla dzieci – napisz do mnie. Najszybciej odpowiadam na Instagramie i mailowo: theverylittlereader(at)gmail.com.

Brak komentarzy